poniedziałek, 30 stycznia 2023

69. O skorupce i nasi(ą)kaniu

   Od czasu do czasu czytuję prasę polonijną. Dlaczego polonijną? Bo są tam wiadomości, informacje i chyba fakty z Polski, ze świata - i w osobnym dziale - z Wielkiej Brytanii, czyli kraju, gdzie przyszło mi żyć i mieszkać. Dlaczego od czasu do czasu? Bo moja cierpliwość ma swoje granice i szybko się wnerwiam. W stosunkowo niedługim czasie napotykam bowiem artykuł, którego lekturę, jeśli nawet jakoś przetrzymam psychicznie, to już komentarze pisane pod spodem przez bystrych forumowiczów dokańczają dzieła i powodują, że załamany odkładam telefon, jako że używam prasy przeważnie w formie elektronicznej. Gdyby to była papierowa wersja, to rzuciłbym gazetę w kąt, podarł, podeptał, spalił albo zrobił jeszcze inny użytek - telefonu trochę mi szkoda...

środa, 21 grudnia 2022

68. O makaronie i przepisach

   Pamiętam film "Rozmowy kontrolowane" i pewnego pana w mundurze, który przekazywał w telewizorze genialną, z filozoficznego punktu widzenia i durnowatą z każdego innego, myśl: "Na zadawane często pytanie, czy do stanu wojennego musiało dojść, jest tylko jedna logiczna odpowiedź - widocznie musiało... skoro doszło". Podchodząc w ten sposób (filozoficzny) do sprawy, już się tak bardzo nie wnerwiam i jestem w pełni świadom, że w moim przypadku też mnie musiało spotkać to, co spotkało, skoro spotkało, i byłem na to podświadomie od dawna przygotowany, nie wiedziałem tylko, kiedy to nastąpi...

wtorek, 27 września 2022

67. O postępach, odstępach i podstępach

   Jakiś czas temu przeczytałem w angielskiej gazecie, że minister od transportu wpadł na dobry, jego zdaniem - inaczej by się nim nie chwalił - pomysł, żeby rowerzyści w UK zaczęli płacić ubezpieczenie i co za tym (albo przed tym) idzie, że należy ich otablicować (w sensie ich rowery), czyli wprowadzić obowiązek rejestracji bicykli. Pomysł zdobył wielu zwolenników jak również i przeciwników. Ja należę do obu tych grup - jestem za, a nawet przeciw...

środa, 31 sierpnia 2022

66. O wybuchu i Noblu

   Wielu z nas, jeśli nie wszyscy, pamięta doskonałe, kto pierwszy wymyślił to idiotyczne hasło, a jeśli nie wymyślił, to użył. Wymyślił ten zwrot pewnie jakiś specjalista od marketingu i wziął za to grubą kasę. No chyba że wymyślający był zatrudniony na umowę śmieciową, zapłacono mu za godzinę pracy (w zaokrągleniu), a cały profit ściągnął jego szef - mogło i tak być. Business is business - co w wolnym tłumaczeniu znaczy: "Żadnych sentymentów w stosunku do pracowników i frajerów z konkurencji". W każdym bądź razie slogan reklamowy funkcjonuje nadal, jest wykorzystywany przy różnych innych okazjach (o czym za chwilę), a brzmi on:...

sobota, 20 sierpnia 2022

65. O lampkach, prezencie i gwiazdce

   Reklamy... Traktujemy je jako zło konieczne. Tylko czy koniecznie tego zła musi być tak dużo? A może właśnie powinno być tego więcej w telewizorze. A może to nie jest zło? Być może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale reklamy, jeśli się im dobrze przyjrzeć, mają charakter optymistyczny. A czego, jak czego, ale optymizmu w naszym kraju, i nie tylko w naszym, nie ma za dużo...